Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 lipca 2017

Jak pozbyć się kreta z ogródka - sprawdzone sposoby

Korzystam z niepogody :-) Mogę z czystym sumieniem skończyć wpis, wiedząc, że na nie-ogrodzie dzisiaj nie poszaleję.
Odkąd trochę ucywilizowałam ugór, mamy zwierzątko ogrodowe, kłopotliwe trochę, bo ryje i robi kopce akurat tam, gdzie jest świeża rabata. Wiadomo, mięciusia i przekopana ziemia, a nie twardy ugór, w którym też by mi się nie chciało ryć.
Początkowo ignorowałam te parę kopców, ale zwierzątko się rozszalało na całego, zadomowiło i zrobiło się bardzo bezczelne. Trzeba było powziąć jakieś kroki, żeby ratować rośliny, które są dosłownie wysadzane w powietrze.

Przekopałam internet pod hasłem: sposoby na pozbycie się kreta z ogródka

  • Zaczęłam od "wyższej technologii" czyli odstraszacza solarnego. "Bzyczek" wetknięty głęboko w kreci kopiec ma za zadanie przepłoszyć intruza dźwiękiem. Dźwięk emitowany w odstępstwie czasowym, tak żeby się zwierzę nie przyzwyczaiło? Niestety bzyczek-buczek wcale kreta nie zraził, przeciwnie, następnego dnia wokół odstraszacza były 3 nowe kopce. Czyżby mój "pupil" był głuchy? Skwituję to jednym zdaniem: producent może sobie włożyć odstraszacz tam, gdzie słońce nie dochodzi. 
  • Butelka plastikowa wetknięta na drąg - słabo. 6 nowych kopców w rzędzie (puszek na pręcie nie próbowałam, ale powiesiłam też dzwonki feng shui, bo akurat takie były na stanie). Może za słabo wiatr rusza butelką, bo pogoda prawie bezwietrzna?
  • Spleśniałe cytrusy - dany kopiec ominięty, ale za to powstały dwa inne metr od tego miejsca, więc słabo.
instrukcja obsługi pułapki

  • Żywołapka - dużo zabawy, zero efektów. To kawałek rurki plastikowej niewielkiej średnicy z przyczepionymi dwoma wygiętymi łukowato blaszkami jako klapki zamykające. Mój kret potrafi napchać do pułapki ziemi i zrobić obejście (dołem, bokiem). Testowane wielokrotnie i za każdym razem ten sam efekt. Najwyraźniej pułapka jest za wąska dla kreta, żeby mógł tam wleźć. 
Pułapki, od ciągłego zapychania ziemią, zaczynają szwankować. Klapki zamykające coraz gorzej "chodzą" (są umocowane słabym drucikiem do rurki, ciekawe kiedy się urwie). Kupiłam 2 sztuki po prawie 20zł! w casto..mie i uważam te pieniądze za całkowicie wywalone w błoto. Pułapki są słabej jakości i nie działają, mimo ścisłego zastosowania procedury umieszczania jej w ziemi. Gratuluję producentowi biznesu, czuję się nabita w butelkę..a ściślej w rurkę-pułapkę.
Errata z przełomu 2017/2018:
Niestrudzenie pchałam w kanały te pułapki nadal (UPARTA JESTEM), bo krety się ciągle pojawiały (i zapewne będą się pojawiać nadal, bo mam niczym nie chronioną działkę na granicach z polami).
Po pierwszym schwytanym osobniku odtańczyłam taniec radości, ale radość trochę przyblakła, jak się okazało, że po kilku dniach pojawiły się nowe kopce.
Początkowo sądziłam, że ten, którego wypuściłam ileś działek dalej, na pola, wrócił okrężną drogą na tereny łowieckie, ale teraz myślę, że po prostu jest na tyle sporo kretów w okolicy, że każdy jest chętny na przywłaszczenie gotowych tuneli, gdy nie ma żadnego "właściciela".
Nowy lokator po zasiedleniu natychmiast zajmuje się rozbudową systemu korytarzy, wywalając nowe kopce...ech! Ostatni z nich zrobił mi (specjalnie policzyłam) 30 nowych kopców! z czego 8 w okolicy lawendy i w lawendzie. Bardzo pracowite zwierzątka.
Jedna z pułapek nie przetrwała, kret również nie przeżył - złapał się w czasie przymrozków i mimo codziennego sprawdzania pułapek po przyjściu z pracy, biedak nie przeżył. Walczył dzielnie, bo wieczko pułapki zostało wypchnięte na zewnątrz ale się nie otworzyło, a był tak zaklinowany, że musiałam za ogonek wyciągać truchełko...YYYYY okropne doświadczenie!!!! Kreta szkoda, a ja mam traumę.
Pułapka nadaje się do wyrzucenia, bo wystukując wcześniej ziemię (z nieudanego polowania) zrobiła się dziura w rurce (chyba za zimno było żeby stukać plastikiem), a wypchniętego wieczka nie udało mi się wcisnąć z powrotem. Została mi więc tylko jedna pułapka na następców.
Ogólnie oceniam pułapki na plus (mimo ceny). Okazała się SKUTECZNA.
Wypuszczając krety z Młodszym na pola mieliśmy gotową lekcję przyrody. To milusie, czarne zwierzątka, ruchliwe, trochę jak chomiki, z ślicznym czerwonym noskiem i do tego szybkie jak diabli.
Jak się wypuszcza takiego gościa na wolność, to migiem się wkopuje pod ziemię...mam gdzieś filmik, może uda mi się go zamieścić ;-)
Świeży kopiec przy kamieniu z założoną pułapką
pułapka: rurka z dwoma klapkami przytrzymanymi drucikami
kontrola pułapki - totalnie zasypana
    pod rurką widać pogłębiony tunel - obejście pułapki
    kret zrobił tym razem podkop dołem

    z pułapki wytrzepana jedynie ziemia
    • Młodszy :-) - robi sobie plac zabaw z kretowiska, pałace, przejścia podziemne, sprawdza dokąd tunel prowadzi...chwila spokoju, a kret przychodzi i "naprawia szkody" czyli zasypuje rozgarnięte otwory. Ludziska pisali na forach, że najlepiej mieć łownego kota lub psa i problem znika: kret się wynosi z rejonu zagrożenia. Na stanie niestety zero kotów i psów :-(
    • Kosiarka - częste używnaie jakoś go nie przepłasza na sąsiednie nieużytki, gdzie miałby ciszę i spokój, wielka szkoda :-( Może faktycznie osobnik jest głuchy?
    • Trutka (różowe cosie z plastikowego pudełka) - na wszelki wypadek wyłożyłam trutkę na nornice (nie rozróżniam czy rycie jest krecie, czy nornicowe). Oj nie, nie połasił się, a jeszcze zakopał otwory, w których ją wyłożyłam (i nakryłam kamieniem).
    • Śmierdzący płyn - uważam, że tylko dla desperatów (byłam zdesperowana). Sama nie jestem w stanie tego zapachu znieść, przyprawia mnie o mdłości, mam nadzieję, że kreta również. Rękawiczki zasmrodzone, ręce także, utrzymują fetorek mimo ciągłego mycia. Śmierdzidło nalane do każdego czynnego, świeżego kopca na razie powstrzymuje inwazję w danym rejonie (drugi dzień obserwacji), ale jej nie eliminuje. Kopce pojawiają się w kolejnym, nie ruszonym jeszcze miejscu (przecież nie poleję całej działki (?!), bo przyjdzie mi się wyprowadzić razem z kretem).
      • Czarny bez, lawenda - pierwszą rośliną jaką kret podsadził i okopał trzema kopcami, był właśnie krzaczek czarnego bzu i zaraz potem zniszczył 2 krzaczki lawendy, więc nijak ma się do teorii, że kret unika zapachu czarnego bzu. W tej sytuacji bardzo wątpię też w to, że odstraszacze zapachowe na bazie wyciągu z lawendy działają na krety. Ktoś próbował?
      Tymczasem, zgrzytając nieco zębami, rozgarniam kopczyki grabiami, albo delikatnie zbieram ziemię z kretowiska - pulchna, gotowa do zastosowania przy sadzeniu w innym miejscu. Nie zadeptuję gotowych kopców i korytarzy, bo w miejsce zadeptania powstają dwa nowe tuż obok). Gdyby tylko kret zostawił rośliny w spokoju (nie podsadzał ich do góry i nie rył między korzeniami), to jakoś byśmy się pewnie przyzwyczaili i dali spokój, taki też chce sobie pożyć.

      Nie próbowałam (jeszcze): karbidu, świec dymnych. To podobno nie działa, a nie chcę brnąć dalej w niepotrzebne koszty, no i nie próbowałam pułapek uśmiercających (brrrr!). Wypróbuję na pewno: włożenie najtańszej, najgorszego sortu kostki WC do otworu, żeby fetorek się roznosił.Do wypróbowania także sposób na "DUŻY SŁOIK", taki przynajmniej 1,5-2 litrowy. Skoro do rury żywołapki się osobnik nie mieści, trzeba mu załatwić większą pułapkę, i żyć nadzieją, że może wpadnie do słoika? Wkopany pod korytarzem kreta, w pobliżu kopca, tak aby otwór znajdował się na poziomie korytarza. Wykop trzeba zamaskować szczelnie (dużym kamieniem, darnią).....Sposób opisany był na forum: "Na nornice, krety i inne tego rodzaju "elementy przestępcze" mam swój stary, wypróbowany sposób: zadeptuję ślady kanałów, później obserwuję, które powstają na nowo. Wykopuję dołek w porzek kanału i na jego wysokości umieszczam duży, kilkulitrowy słoik, od góry nakładam przeciętą wzdłuż połowę rurki PCV fi 50, tak, aby jej końce znajdowały się u wylotów kanału. Całość przykrywam folią i zasypuję ziemią. Zwierzątko idzie sobie kanalikem, trafia na rurkę, idzie dalej, wpada do słoika i już jest moje. Wyciągam słoik i wywożę przynajmniej 5-6 km od ogródka. Wypuszczam na wolność, niech sobie żyje, to też stworzenie boskie."

      Wracając do tytułu posta, jest trochę kontrowersyjny: 

      "Jak pozbyć się kreta z ogródka - sprawdzone sposoby" 

      bo oznacza tylko tyle, że sposoby owszem, sprawdziłam osobiście, działanie owych sposobów na kreta raczej pozostawiają wiele do życzenia :-)

      A Wy, moi drodzy Czytelnicy, macie jakieś sprawdzone SKUTECZNE sposoby na krety w ogrodzie? Podzielcie się proszę w komentarzach (tylko proszę producentów bez spamu reklamującego własne produkty, będę takie komentarze usuwała).

      Pozdrawiam
      Bestyjeczka

      P.S. Śmierdzidło zadziałało (tydzień bez nowego kopca), dopiero po falach deszczów zobaczę, czy zapach się nie spłukał i problem kreci powróci, czy może kret się skutecznie zniechęcił?

      PS2. Pułapka zadziałała!!!!!!  - patrzcie errata

      środa, 12 lipca 2017

      Nie-ogród dla początkujących

      Zacznę truizmem: praca w ogrodzie nie jest łatwa i pożera lwią część wolnego czasu.
      Każdy się z tym zgodzi, że porwanie się na zagospodarowanie sporego ugoru to ciężka, fizyczna harówka, szczególnie, gdy ma się dodatkowo do ogarnięcia pracę zawodową, dom i dzieci.
      Nie ma się co dziwić, gdy pojawi się ból w krzyżu, stawy w dłoniach zgrubieją (żeby nie powiedzieć brzydziej: schamieją, że obrączki nie wciśniesz, a gdzie potem oderwać się od łopaty i usiąść do igły i sutaszu?), a ciało jest upstrzone bąblami po ugryzieniach przez meszki i komary. Trzeba być także psychicznie przygotowanym na większe, czy mniejsze niepowodzenia. Nie chcę, żeby zabrzmiało to zbyt pesymistycznie, takie mam doświadczenia i wahania nastrojów: od euforii: "ale pięknie mi hortensja zakwitła!" do depresji: "nigdy mi się nie uda pozbyć tych chwastów!" albo: "o! ale ładne te szpaki, co skaczą po trawie" do: "o cholera! szpaki zeżarły mi wszystkie borówki!!!".
      Co by nie było, NIE zamieniłabym tego kawałka zieleni na luksusowy balkon w najlepszej dzielnicy. A że boli? - nie szkodzi. Jeszcze się ruszam, a jaka satysfakcja, że coś się udało! Nawet, jeżeli jest to tylko mały kroczek w stronę marzeń.
      Oboje z mężem jesteśmy laikami w tematach ogrodowych. Pracę na działce rodziców jakoś mgliście wspominam, z resztą za młodu, to głównie latało się po podwórku i jeździło na rowerze. Potem było długo, długo NIC i teraz... dorobiliśmy się własnego garba.
      Wyobrażenie, z męskiego punktu widzenia, na temat ogrodu, najlepiej "bezobsługowego", to: wyrównać teren, odchwaścić rundup-em ze 2 razy i przekopać, posiać trawę, koniec!
      Moje marzenia nie sprowadzają się do równego kawałka trawy i paru kulek z bukszpanu na okrasę. Chcę mieć prawdziwy gąszcz, który zapewniłby chociaż trochę intymności od sąsiedztwa i radości dla oka. Najgorzej, że zbyt wiele rzeczy mi się podoba i nie potrafię się zdecydować na konkretny styl. Z prawej po "japońsku", z lewej po wiejsku (i to nęci i to kręci).

      Zaczęłam, jak każdy "janusz" ogrodowy, od posadzenia sztampowych żywotników wzdłuż granicy. Kiedyś wspominałam, że najchętniej posadziłabym żywopłot z buku lub grabu, ale nie chcę ciągłej walki o liście z sąsiadami (i tak spory dąb-samosiejka na granicy działek, jest już wystarczającym powodem niezadowolenia i ciągłych próśb o ścięcie).
      Tuje, wsadzone rok temu na wiosnę, widocznie pokraśniały w obowodzie, dzięki skróceniu pędów i cieszą oko. Żywotniki posadzone równym rządkiem wzdłuż ogrodzenia, są ogólnie źle widziane przez wszelkiej maści projektantów ogrodów, ale wcale nie muszą straszyć (ciekawy artykuł na ten temat znalazłam: tutaj). Dla mnie mają spełniać rolę zielonego tła, na którym wyeksponuję inne rośliny.
      Lubię rośliny użyteczne, dlatego znajdą miejsce u mnie i porzeczki i borówki i drzewka owocowe. Przytuliłam też leszczynę samosiejkę i orzech włoski (też malutka samosiejka). Potem będę się martwić, gdzie to przenieść, jak będzie ciut większe. Znalazł się kąt dla krzewów owocowych - nie wyobrażam sobie, że dzieci nie mogą skubnąć tego i owego prosto z krzaka ;-)
      Teren równam kiedy tylko mogę, po troszeczkę. Na wiosnę to, co wyrównałam i wybrałam z chwastów, obsiałam trawą. NIESTETY! chwasty są dużo szybsze niż trawa z kiełkowaniem, a nie pomaga to, że reszta terenu nieodchwszczona, wszystko się pięknie rozsiewa i robotę zaczynam często od nowa. Na nie-trawniku króluje głównie koniczyna.
      W wolnym czasie szukam inspiracji ogrodowych, wymieniam się doświadczeniami z zaprzyjaźnionymi osobami, czytam fora i literaturę tematyczną, a... idę głównie na żywioł. Plany sobie, rzeczywistość sobie.
      Podpisuję się wszystkimi kończynami pod wypowiedzią dziewczyny, znalezioną na forum Muratora:
      "mokka
      09-01-2009, 14:58
      Ja jako doświadczona ogrodniczka ponad 4 lata juz w ogrodzie, doświadczona przesadzaczka, średnio co 2 roślina jest przesadzona, nałogowa czytelniczka ogrodowej prasy, posiadaczka wielu pozycji uczących krok po kroku zakładania ogrodu , powiem krótka brać firmę i zrobić projekt, bo to najtańsza sprawa, jeśli mówimy tu o kosztach. Ja wszystko wymyślałam sobie dama, Stary kopał i sadził, czasem miał fochy i sadziłam ja, rozwiązanie to jest bardzo ryzykowne i dość drogie. Co to jest 1000-1500 zł za projekt , nic zupełnie nic jeśli chodzi o koszty w około 12 arowym poletku doświadczalnym, to tak na oko 15 -20 typowych iglaków , czyli naocznie mówiąc ze 4 przęsła obsadzone. To wielka kropla w morzu ogrodowym, a czas na przeczytanie tej tzw prasy bardzo mnie drogo kosztował. Kilometry i wypalone paliwo + amortyzacja samochodu, bo jeździłam do takich szkółek gdzie dojazd był totalnie ekstremalnym przeżyciem. Czas i pieniądze na zakup wszystkich roślin, sadzenie tego wszystkiego co dostałam, a ludzie u nas hojni, tony kory, nawożenia, produkcja gnojówek i zbieraniem kup z łąk, poznanie warunków glebowych, sadzenie bardzo wielu roślin, poznanie tych roślin, zabezpieczanie ich na zimę, zakwaszanie w odpowiednim przedziale PH,i tak dalej, jest jeszcze tego mnóstwo. Czy mam ładny ogród? Otóż powiem szczerze, nie mam . Czy jestem szczęśliwa, że sama go zrobiła? Bardzo. Czy myślałam racjonalnie o pieniądzach? Nie myślałam. Czy można było zrobić lepiej i taniej? W stu procentach. Czy mam gargamele ogrodowe? Mam. Czy zatrudniłabym po tych wszystkich bojach firmę? Nigdy w życiu. Dlaczego ? Bo jestem ogrodowym wariatem, który musi wszystko w ogrodzie zrobić sam, bo to moja odskocznia, bo mi to dobrze robi na głowę, bo musze znać każdą moją roślinę , bo z nimi rozmawiam, bo kocham siedzieć w lecie w swoim ogrodzie i ciągle czegoś doglądać, bo ogród jest dla mnie ważniejszy od domu. Ma ktoś tak nawalone w głowie, to niej się szarpie i będzie w niebo wzięty, jak ktoś ma jasność racjonalnego myślenie to niech bierze dobrą firmę, koszty nie porównywalne z własną „twórczością” , zaoszczędzi sobie i czasu i kasy. Sama pisałam do Elfir w sprawie róż, to co zrobiłam sama sobie w swoim ogrodzie wymaga mocnych nerwów, bo tam jest wszystko ze wszystkim i najgorsze, a może najlepsze jest to , że ja to wiem i czeka mnie niekończąca się opowieść z okiełznaniem tego ogrodu. Jak ktoś lubi takie klimaty , walkę z wiatrakami i czuje ogrodowego bluesa, to niech się porywa, jak chce mieć po prostu ładny ogród to niech bierze firmę i uwierzy mi na słowo."
      Tak, należę do wariatów, lubię walkę z wiatrakami, a gargamele ogrodowe mi nie straszne! :D
      Pozbycie się górki gliny, zarośniętej chwastami, było dla mnie wielką radością i impulsem do zrobienia pierwszej, prawdziwej, aczkolwiek mało przemyślanej rabaty.
      Przez długi czas chodziłam z bananem na twarzy, bo w końcu mam poletko do obsadzenia (które trzeba było najpierw katorżniczo oczyścić, przekopać i wyrównać).
      Nawsadzałam roślin ile się dało i myślę, że jak uwolni się więcej miejsca, a rośliny podrosną, to będę robić akcję przesadzania. Co do roślin - wybieram wszystko, co lubi kwaśną glebę. Na postawie chwastów rosnących na ugorze można określić z jakim rodzajem mamy do czynienia (a u mnie skrzyp, szczaw, fiołek trójbarwny, rdest i wspomniana koniczyna oraz jasnota i tasznik w dużej ilości).
      Spod brzóz wyrwałam w końcu 2 rododendrony i azalię i wsadziłam na nową rabatę. Dokupiłam kolejną malutką azalię i jeszcze mniejsze pierisy japońskie, dwa czarne bzy, derenia i dwa klony palmowe, na które choruję, odkąd zobaczyłam piękny, stary okaz w cudzym przedogródku. Jestem świadoma, że trzeba będzie przeorganizować to towarzystwo prędzej czy później.
      zmiany drobnymi kroczkami
      Mimo wszystko, jak patrzę od czego zaczynałam i jak to zaczyna zmieniać kształt, serce rośnie (i tyłek się marszczy, że jeszcze tyle przede mną).
      od czegoś trzeba zacząć (kilka lat temu)

      wiosna 2017 - po odwiedzinach dzikich dzików ;-)
      Najbardziej się cieszę, że mój Pomocnik rośnie wśród przyrody, uwielbia kręcić się jak ogon, pomagając na swój sposób (tak, że czasem doprawdy ręce opadają). Dziecko chowane na dziko, bez TV, za to zna nazwy większości chwastów i roślin użytkowych w ogrodzie. Wiedza rośnie razem z nim.
      Myślę, że to nie koniec moich nie-ogrodowych opowieści. Nie omieszkam się podzielić radościami i porażkami. W następnym odcinku - o kreciku, niecnocie ;-)
      c.d.n.

      Do miłego!
      Bestyjeczka

      czwartek, 7 sierpnia 2014

      Tropical zone

      Przede mną jeszcze bardzo długa droga w urządzaniu. Zanim zwieziemy resztę mebli i będę mogła poszaleć (i ogarnąć wszystkie poniewierające się pudła), cieszę się z nowo zaaranżowanego zielonego kąta. Storczyki kwitną na potęgę, też dobrze się czują na nowym. Nie przeszkadza im nawet to, że Młodszy czasem uskubie jednego czy dwa płatki - wie, że nie wolno, ale to silniejsze od niego.
      "Tropical zone" wypatrzyłam w nowym numerze House&Garden. Ucieszyłam się, że nie tylko ja mam takie pomysły :-) Chociaż brakuje mi palm, nic straconego. Mam także chrapkę na kilka egzotycznych roślin airplants,tillandsie wypatrzonych u Ystin (tu: wpis o oplątawach z linkiem do sklepu). Wszystko w swoim czasie - to ostatnio chyba moje motto życiowe.
      Źródło: House&Garden
       Młodszy korzysta z przestrzeni, zatacza kręgi i szaleje, że ledwo łapie zakręt ;-)
      Chciałabym kiedyś urządzić pokój z prawdziwego zdarzenia dla Młodszego z akcentami awiacyjnymi. Kocha "biuuu" (jak nazywa wszelkie samoloty), szczególnie dwupłatowce i szybowce, które dosyć często przelatują w okolicy. Namiastką tematu jest pościel w tymczasowej sypialni, którą uwielbia! Za nic nie chce spać w łóżeczku.
      Inspiracje "przyszłościowe" pokoju dla chłopca:
      Źródło: Pinterest
      Źródło: Pinterest
      Źródło: Pinterest
      Źródło: Pinterest
      Źródło: Pinterest
      Źródło: Pinterest
      Źródło: Pinterest

      środa, 2 kwietnia 2014

      Znów o zasłonach (botanical, fern print curtains)


      Nie! jeszcze się nie wprowadziłam, ale staramy się przebywać w domu przynajmniej w weekend. Wczoraj trafił się cały dzień, wszyscy zadowoleni. Udało mi się skończyć zasłonki do kuchni. Będąc niedawno w hurtowni materiałów nie mogłam sobie odmówić kupna tego wzoru (bardzo lubię takie botaniczne), zaczarowały mnie...liście paproci.

      Inspiracje z sieci
      Nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła czy są jakieś ciekawe inspiracje z botanicznymi tkaninami. Kilka rezultatów poszukiwań poniżej:
      Żródło: Pinterest
      Źródło: Pinterest

      Źródło: Pinterest
      Wokół tematów kuchennych
      Podziwiałam też skończoną spiżarkę (w wykonaniu Pana Męża). I pomyśleć, że kombinowana z pozostałego drewna budowlanego i kilku desek z hipermarketu. Zastanawiam się, czy będziemy ją użytkować w przeznaczeniu docelowym, czy zrobimy sobie z niej tymczasową garderobę?
      Przetestowane:  Przy krótkim ciągu roboczym w kuchni, świetnie sprawdza się barek - pomocnik. Lądują na nim przygotowane do podania potrawy. Namiętnie katujemy się kurczakiem z piekarnika.
      Ściereczkę kuchenną (ozdobną, bo szkoda mi na razie jej używać) dostałam w zestawie z innymi rzeczami od mojego syna na urodziny. "Będzie ci mamo pasowała do tych twoich desek"....no pewnie!
      Na koniec uśmiech numeru: pseudo-taras z pseudo-barierką i pseudo-trawą w ogrodzie, którego nie ma ;-)

      Piątka z plusem dla osób, które wymienią chociaż pięć nazw chwastów ze zdjęcia powyżej ;-))
      Pozdrawiam wszystkich Czytelników!

      niedziela, 8 września 2013

      Fiddle leaf fig (ficus lyrata, fikus lirolistny)

      Zachorowałam na niego, gdy zobaczyłam go na jakimś zdjęciu z "House Beautiful". Długo nie wiedziałam co do za roślina, ale od czego jest google? Namierzyłam! Trafiony-zatopiony! ... fiddle leaf fig, a właściwie ficus lyrata (fikus lirolistny).
      Zamarzyło mi się posiadanie takiego okazałego drzewka w przyszłym salonie. Szybkie poszukiwania w sieci usadziły mnie w miejscu. Odchowany okaz to wydatek na grube ...set złotych. Niepocieszona porzuciłam marzenia o rzeźbie-roślinie w domu. Do czasu....Nawet nie przypuszczałam, że stara, dobra IKEA ma coś takiego w ofercie. I już nie oprałam się pokusie..... :-) Będę chuchać i dmuchać może szybko wyrośnie?
       Inspiracje wyłowione z sieci:
      źródło: www.gardenista.com
      Źródło: Pinterest
      Źródło: http://stylebyemilyhenderson.com/
      źródło: Piterest
      O fikusie lirolistnym
      Licus lyrata pochodzi z Afryki Wschodniej. Uznawany jest za najpiękniejszą odmianę figowców. Posiada duże liście o kształcie skrzypiec (ang. fiddle), które osiągają wielkość 30cm x 25cm.

      Pielęgnacja
      Roślina najlepiej rośnie w przestronnych, dobrze oświetlonych miejscach. Lubi temperaturę ok. 20 st. C. Zimą nie powinno być chłodniej niż 18 st. C. Preferuje wilgotne powietrze, zimą, gdy w mieszkaniach jest sucho od ogrzewania, dobrze jest roślinę zraszać.
      Fikus lubi jasne światło, kilka godzin słońca jest bardzo korzystne, szczególnie zimą. Zbyt mało światła może powodować utratę liści (obracaj doniczkę z rośliną, aby zapewnić jej zrównoważony wzrost).

      Fikusa w okresie młodości przesadzamy raz w roku, następnie w zależności od potrzeby.
      W miarę rozrostu roślina traci dolne liście (co jest sytuacją normalną). Pęd rośliny staje się wtedy zdrewniały. Przycinanie czubków pozwala roślinie się rozgałęziać.
      Roślinę w warunkach domowych najlepiej rozmnażać przez sadzonki pobrane od grudnia do lutego. Po ścięciu sadzonki ( wierzchołkowe powinny mieć ok. 4 liści, pędowe 1 liść ) umieszczamy ją w wodzie, by pozbyć się soku mlecznego. Aby zmniejszyć parawanie, liście zawijamy w rulon, przewiązujemy np. gumką i sadzimy do doniczek z torfem. Sadzonki wymagają dużej wilgotności powietrza i wysokiej temperatury ( 25 – 30 st. C ). Młode okazy należy palikować.

      Podlewanie i nawożenie
      Fikusa należy podlewać średnio obficie (utrzymując wilgoć, nie dopuszczając co całkowitego przesuszenia podłoża). Przed kolejnym gruntownym podlaniem należy pozostawić go do nieznacznego wyschnięcia.
      Liście wymagają mycia i zraszania. W okresie wzrostu raz na tydzień nawozimy gotowym środkiem ( do roślin doniczkowych ).

      Gdy pojawiają się problemy...
      Większe i grubsze liście (w porównaniu np. do fikusa benjamina) nie odparowują (nie tracą wody), dlatego nie potrzebują tyle podlewania. fikusa nie powinno się przelewać.
      Gdy jest zbyt dużo podlewania liście będą żółknąć i odpadać. Nie można dopuścić do sytuacji, że fikus straci zbyt wiele liści.
      Co robić? ograniczyć podlewanie, przestawić fikusa w bardziej słoneczne miejsce.

      Gdy jest zbyt mała wilgotność lub fikus nie dostaje wystarczającej ilości wody, liście mogą obwisnąć i na brzegach liści mogą pojawić się wyschnięte, łamliwe obszary.
      Co robić? Porządnie namoczyć glebę np. włożyć doniczkę do wiadra z wodą.

      Gdy u podstawy liści pojawią się puchate niteczki (przypominające kłębki waty), okryte biało - szarym woskowym nalotem - fikus jest zaatakowany przez wełnowce.
      Co robić? oczyszczać liście regularnie, usuwać wełnowce przez ścieranie wacikiem zamoczonym w alkoholu:
      "Do przemywania stosujemy roztwór szarego mydła z wodą, denaturat bądź mieszaninę wody  z 50- 60% alkoholem (10:1).  Można dodać płynu do mycia naczyń. Przemywanie powinno być całościowe (liście, łodygi). Jeden wacik stosujemy na jedno przeciągnięcie po roślinie, po czym wacik wyrzucamy. Przemywanie jednym wacikiem większej powierzchni rośliny doprowadzi do rozprowadzenia szkodnika po całej roślinie."
      Więcej o walce z wełnowcami pod linkiem tu.

      Gdy liście stają się wątłe, z jasnożółtymi plamkami i pojawiają się pajęczynki - fikusa zaatakowały przędziorki.
      Co robić: przetrzeć spód liścia dedykowanym do walki z przędziorkiem środkiem chemicznym.

      Wskazówki przy zakupie
      Najlepiej wybrać okaz o ciemnych, błyszczących i "soczystych" liściach. Młoda roślina, o jeszcze nie zdrewniałym pniu, powinna mieć liście od czubka do samego dołu. Gdy liście są oklapnięte, lub zaczynają odpadać, roślina mogła przejść "stres",  lepiej wybrać zdrowszy okaz ;-).
      Rośliny sprzedawane w centrach ogrodniczych mają zazwyczaj zwartą, kompaktową sylwetkę, po kilku miesiącach w domowych warunkach roślina się "otworzy" i liście będą rosły już znacznie większe.
      Raz zaaklimatyzowana do warunków domowych roślina, powinna zostać wewnątrz domu. Wynoszenie jej latem na zewnątrz może spowodować spalenie liści na słońcu.

      Materiał opracowany na podstawie: 
      http://www.plant-care.com/ficus-pandurata-standard-tree.html
      http://www.swiatkwiatow.pl/figowiec-lirolistny-fikus-ficus-lyrata-id369.html