Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomysły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomysły. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 września 2017

PPP: Tropical zone 2

Kto mnie zna, ten wie, że zdarzają mi niekontrolowane i impulsywne zakupy. Lato się kończy, a mnie zamarzyły się letnie zasłony tropikalne, wystarczyło zobaczyć kawałek tkaniny! Czyste szaleństwo!
Zimowe wieczory spędzę pewnie na obszywaniu, o ile zakup tkaniny dojdzie do skutku (planów i projektów na zimę mam wystarczająco dużo) i gotowe poczekają z inauguracją na kolejny letni sezon 2018. Miło będzie wymienić dostojne niebieskie zasłony na coś radośnie kolorowego, co uzupełni skromną Tropical zone lub urozmaici sypialnię z rattanowym łóżkiem. Nie zrażam się tym, że Polska to nie tropiki, a dżungla, to głównie miejska.
Chorowałam kiedyś na zasłony z dużymi zielonymi liścmi bananowca, albo coś podobnego, ale nie trafiłam na nic, co było w akceptowalnej cenie, tak więc pomysł odłożyłam do szuflady (chodziło mi o coś takiego:
Źródło: Pinterest
Mam wyjątkową słabość do tkanin z wzorem liści. W kuchni ciągle wiszą zasłony z motywem liści paproci, bardzo je lubię.
Tyle tytułem kolejnych planów, teraz inspiracje, bo przecież warto zajrzeć w czeluście netu, jak sobie ludzie radzą z podobnym tematem...Tropikalne zasłony (botaniczne)...
...w sypialni
źródło: Pinterest
źródło: Pinterest

Ukłon w stronę moich zasłon w liście paproci
źródło: Pinterest
A na zakończenie coś dla wielbicieli minimalizmu:
źródło: Pinterest
Mam nadzieję, że rozbudziłam trochę Waszą wyobraźnię. Miłego weekendu! Uciekam, grać w zielone :D

poniedziałek, 24 lipca 2017

Jak pozbyć się kreta z ogródka - sprawdzone sposoby

Korzystam z niepogody :-) Mogę z czystym sumieniem skończyć wpis, wiedząc, że na nie-ogrodzie dzisiaj nie poszaleję.
Odkąd trochę ucywilizowałam ugór, mamy zwierzątko ogrodowe, kłopotliwe trochę, bo ryje i robi kopce akurat tam, gdzie jest świeża rabata. Wiadomo, mięciusia i przekopana ziemia, a nie twardy ugór, w którym też by mi się nie chciało ryć.
Początkowo ignorowałam te parę kopców, ale zwierzątko się rozszalało na całego, zadomowiło i zrobiło się bardzo bezczelne. Trzeba było powziąć jakieś kroki, żeby ratować rośliny, które są dosłownie wysadzane w powietrze.

Przekopałam internet pod hasłem: sposoby na pozbycie się kreta z ogródka

  • Zaczęłam od "wyższej technologii" czyli odstraszacza solarnego. "Bzyczek" wetknięty głęboko w kreci kopiec ma za zadanie przepłoszyć intruza dźwiękiem. Dźwięk emitowany w odstępstwie czasowym, tak żeby się zwierzę nie przyzwyczaiło? Niestety bzyczek-buczek wcale kreta nie zraził, przeciwnie, następnego dnia wokół odstraszacza były 3 nowe kopce. Czyżby mój "pupil" był głuchy? Skwituję to jednym zdaniem: producent może sobie włożyć odstraszacz tam, gdzie słońce nie dochodzi. 
  • Butelka plastikowa wetknięta na drąg - słabo. 6 nowych kopców w rzędzie (puszek na pręcie nie próbowałam, ale powiesiłam też dzwonki feng shui, bo akurat takie były na stanie). Może za słabo wiatr rusza butelką, bo pogoda prawie bezwietrzna?
  • Spleśniałe cytrusy - dany kopiec ominięty, ale za to powstały dwa inne metr od tego miejsca, więc słabo.
instrukcja obsługi pułapki

  • Żywołapka - dużo zabawy, zero efektów. To kawałek rurki plastikowej niewielkiej średnicy z przyczepionymi dwoma wygiętymi łukowato blaszkami jako klapki zamykające. Mój kret potrafi napchać do pułapki ziemi i zrobić obejście (dołem, bokiem). Testowane wielokrotnie i za każdym razem ten sam efekt. Najwyraźniej pułapka jest za wąska dla kreta, żeby mógł tam wleźć. 
Pułapki, od ciągłego zapychania ziemią, zaczynają szwankować. Klapki zamykające coraz gorzej "chodzą" (są umocowane słabym drucikiem do rurki, ciekawe kiedy się urwie). Kupiłam 2 sztuki po prawie 20zł! w casto..mie i uważam te pieniądze za całkowicie wywalone w błoto. Pułapki są słabej jakości i nie działają, mimo ścisłego zastosowania procedury umieszczania jej w ziemi. Gratuluję producentowi biznesu, czuję się nabita w butelkę..a ściślej w rurkę-pułapkę.
Errata z przełomu 2017/2018:
Niestrudzenie pchałam w kanały te pułapki nadal (UPARTA JESTEM), bo krety się ciągle pojawiały (i zapewne będą się pojawiać nadal, bo mam niczym nie chronioną działkę na granicach z polami).
Po pierwszym schwytanym osobniku odtańczyłam taniec radości, ale radość trochę przyblakła, jak się okazało, że po kilku dniach pojawiły się nowe kopce.
Początkowo sądziłam, że ten, którego wypuściłam ileś działek dalej, na pola, wrócił okrężną drogą na tereny łowieckie, ale teraz myślę, że po prostu jest na tyle sporo kretów w okolicy, że każdy jest chętny na przywłaszczenie gotowych tuneli, gdy nie ma żadnego "właściciela".
Nowy lokator po zasiedleniu natychmiast zajmuje się rozbudową systemu korytarzy, wywalając nowe kopce...ech! Ostatni z nich zrobił mi (specjalnie policzyłam) 30 nowych kopców! z czego 8 w okolicy lawendy i w lawendzie. Bardzo pracowite zwierzątka.
Jedna z pułapek nie przetrwała, kret również nie przeżył - złapał się w czasie przymrozków i mimo codziennego sprawdzania pułapek po przyjściu z pracy, biedak nie przeżył. Walczył dzielnie, bo wieczko pułapki zostało wypchnięte na zewnątrz ale się nie otworzyło, a był tak zaklinowany, że musiałam za ogonek wyciągać truchełko...YYYYY okropne doświadczenie!!!! Kreta szkoda, a ja mam traumę.
Pułapka nadaje się do wyrzucenia, bo wystukując wcześniej ziemię (z nieudanego polowania) zrobiła się dziura w rurce (chyba za zimno było żeby stukać plastikiem), a wypchniętego wieczka nie udało mi się wcisnąć z powrotem. Została mi więc tylko jedna pułapka na następców.
Ogólnie oceniam pułapki na plus (mimo ceny). Okazała się SKUTECZNA.
Wypuszczając krety z Młodszym na pola mieliśmy gotową lekcję przyrody. To milusie, czarne zwierzątka, ruchliwe, trochę jak chomiki, z ślicznym czerwonym noskiem i do tego szybkie jak diabli.
Jak się wypuszcza takiego gościa na wolność, to migiem się wkopuje pod ziemię...mam gdzieś filmik, może uda mi się go zamieścić ;-)
Świeży kopiec przy kamieniu z założoną pułapką
pułapka: rurka z dwoma klapkami przytrzymanymi drucikami
kontrola pułapki - totalnie zasypana
    pod rurką widać pogłębiony tunel - obejście pułapki
    kret zrobił tym razem podkop dołem

    z pułapki wytrzepana jedynie ziemia
    • Młodszy :-) - robi sobie plac zabaw z kretowiska, pałace, przejścia podziemne, sprawdza dokąd tunel prowadzi...chwila spokoju, a kret przychodzi i "naprawia szkody" czyli zasypuje rozgarnięte otwory. Ludziska pisali na forach, że najlepiej mieć łownego kota lub psa i problem znika: kret się wynosi z rejonu zagrożenia. Na stanie niestety zero kotów i psów :-(
    • Kosiarka - częste używnaie jakoś go nie przepłasza na sąsiednie nieużytki, gdzie miałby ciszę i spokój, wielka szkoda :-( Może faktycznie osobnik jest głuchy?
    • Trutka (różowe cosie z plastikowego pudełka) - na wszelki wypadek wyłożyłam trutkę na nornice (nie rozróżniam czy rycie jest krecie, czy nornicowe). Oj nie, nie połasił się, a jeszcze zakopał otwory, w których ją wyłożyłam (i nakryłam kamieniem).
    • Śmierdzący płyn - uważam, że tylko dla desperatów (byłam zdesperowana). Sama nie jestem w stanie tego zapachu znieść, przyprawia mnie o mdłości, mam nadzieję, że kreta również. Rękawiczki zasmrodzone, ręce także, utrzymują fetorek mimo ciągłego mycia. Śmierdzidło nalane do każdego czynnego, świeżego kopca na razie powstrzymuje inwazję w danym rejonie (drugi dzień obserwacji), ale jej nie eliminuje. Kopce pojawiają się w kolejnym, nie ruszonym jeszcze miejscu (przecież nie poleję całej działki (?!), bo przyjdzie mi się wyprowadzić razem z kretem).
      • Czarny bez, lawenda - pierwszą rośliną jaką kret podsadził i okopał trzema kopcami, był właśnie krzaczek czarnego bzu i zaraz potem zniszczył 2 krzaczki lawendy, więc nijak ma się do teorii, że kret unika zapachu czarnego bzu. W tej sytuacji bardzo wątpię też w to, że odstraszacze zapachowe na bazie wyciągu z lawendy działają na krety. Ktoś próbował?
      Tymczasem, zgrzytając nieco zębami, rozgarniam kopczyki grabiami, albo delikatnie zbieram ziemię z kretowiska - pulchna, gotowa do zastosowania przy sadzeniu w innym miejscu. Nie zadeptuję gotowych kopców i korytarzy, bo w miejsce zadeptania powstają dwa nowe tuż obok). Gdyby tylko kret zostawił rośliny w spokoju (nie podsadzał ich do góry i nie rył między korzeniami), to jakoś byśmy się pewnie przyzwyczaili i dali spokój, taki też chce sobie pożyć.

      Nie próbowałam (jeszcze): karbidu, świec dymnych. To podobno nie działa, a nie chcę brnąć dalej w niepotrzebne koszty, no i nie próbowałam pułapek uśmiercających (brrrr!). Wypróbuję na pewno: włożenie najtańszej, najgorszego sortu kostki WC do otworu, żeby fetorek się roznosił.Do wypróbowania także sposób na "DUŻY SŁOIK", taki przynajmniej 1,5-2 litrowy. Skoro do rury żywołapki się osobnik nie mieści, trzeba mu załatwić większą pułapkę, i żyć nadzieją, że może wpadnie do słoika? Wkopany pod korytarzem kreta, w pobliżu kopca, tak aby otwór znajdował się na poziomie korytarza. Wykop trzeba zamaskować szczelnie (dużym kamieniem, darnią).....Sposób opisany był na forum: "Na nornice, krety i inne tego rodzaju "elementy przestępcze" mam swój stary, wypróbowany sposób: zadeptuję ślady kanałów, później obserwuję, które powstają na nowo. Wykopuję dołek w porzek kanału i na jego wysokości umieszczam duży, kilkulitrowy słoik, od góry nakładam przeciętą wzdłuż połowę rurki PCV fi 50, tak, aby jej końce znajdowały się u wylotów kanału. Całość przykrywam folią i zasypuję ziemią. Zwierzątko idzie sobie kanalikem, trafia na rurkę, idzie dalej, wpada do słoika i już jest moje. Wyciągam słoik i wywożę przynajmniej 5-6 km od ogródka. Wypuszczam na wolność, niech sobie żyje, to też stworzenie boskie."

      Wracając do tytułu posta, jest trochę kontrowersyjny: 

      "Jak pozbyć się kreta z ogródka - sprawdzone sposoby" 

      bo oznacza tylko tyle, że sposoby owszem, sprawdziłam osobiście, działanie owych sposobów na kreta raczej pozostawiają wiele do życzenia :-)

      A Wy, moi drodzy Czytelnicy, macie jakieś sprawdzone SKUTECZNE sposoby na krety w ogrodzie? Podzielcie się proszę w komentarzach (tylko proszę producentów bez spamu reklamującego własne produkty, będę takie komentarze usuwała).

      Pozdrawiam
      Bestyjeczka

      P.S. Śmierdzidło zadziałało (tydzień bez nowego kopca), dopiero po falach deszczów zobaczę, czy zapach się nie spłukał i problem kreci powróci, czy może kret się skutecznie zniechęcił?

      PS2. Pułapka zadziałała!!!!!!  - patrzcie errata

      piątek, 7 lipca 2017

      PPP: Niech żyje fantazja - różne zasłony w salonie

      Halooo, jest tam ktoś?! :-)
      Trzeba tu trochę ogarnąć z pajęczyn, bo inaczej jakieś trolle przejmą mój kawałek wirtualnego świata, którego jeszcze nie jestem gotowa o(d)puścić. Niczego sobie po tym wpisie nie obiecuję. Po prostu tak to już jest, że blogi znikają, pojawiają się nowe, życie kręci się nadal...odstawiłam więc dzisiaj łopatę i przypominam sobie jak to bywało....

      Temat dyżurny na dzisiaj: "różne zasłony w salonie". 

      źródło: Pinterest
      Czy ktoś z Was się odważył na taką fanaberię??? 
      Ja tak, chciałam zmiany na wiosnę, zimowo-jesienne zasłony poszły się prać, powiesiłam co miałam: parę angielskich wzorzystych (tak naprawdę to była jedna, ale bardzo szeroka, którą rozprułam na szwie na 2 części i przystosowałam do mojego okna) i kilka (także kombinowanych) atłasowych błękitnych. W szmaciarniach i na alledrogo można upolować prawdziwe cuda, tylko dlaczego Anglicy lubią takie krótkie zasłony? Ktoś wie?
      Odważnie, bo nawet długości miały różne ....i stwierdziłam, że całkiem nieźle jak na prowizorkę (hyhy).
      Stare zasłony wróciły na lato na miejsce (atłasowe nie wystarczały na szczelne zasłonięcie okna, więc odeszły do lamusa), ale nie wszystkie, bo wzorzyste dobrze się trzymają w moim pracownianym kącie.

      Oczywiście oprócz własnych doświadczeń, nie omieszkałam wrzucić tematu w sieć, pierwsza nie jestem. Oto wyłowiona garść inspiracji (two different curtains in one room), voilà!
      źródło: Pinterest
      Źródło: Pinterest
      Źródło: Pinterest
      źródło: Pinterest
      Wniosek mam taki: nie ma co się bać eksperymentów we własnym wnętrzu, w końcu to NAM ma się podobać, prawda? A zabawa kolorem i wzorem potrafi dostarczyć wiele radości. Poza tym to tylko zasłony....

      Pozdrawiam Was serdecznie i do miłego!
      Bestyjeczka 

      piątek, 14 października 2016

      Na dobry początek

      Po dwóch tygodniach nieobceności w nie-ogrodzie z racji kiepskiej pogody, rzuciłam się dzisiaj do pracy, byle zdążyć zrobić jak najwięcej przed zmrokiem. Nie byłabym sobą, żeby nie zajrzeć, jak dają sobie radę nowe nasadzenia i moje ulubione, jesienne wrzosy.
      Rzut okiem, coś tu nie pasuje...a co to za grzyby mi się zalęgły?!!! Podchodzę, macam, oczom nie wierzę. Koźlaki to, czy trujaki?
      Z głupawym uśmiechem na twarzy zawołałam Starszaka, żeby sam popatrzył na cuda....Chyba czas wybrać się na grzyboranie, czuję, że będę miała farta, byle tylko Młodszy doszedł do siebie, bo jak zawsze coś ciekawego przytulił w przedszkolu.
      **********
      Weekend dobrze się zapowiada, mam już lekturę na wieczór i nowe zabawki. Postanowiłam rozkminić haft siatkowy zwany filetem. W prawdzie do haftowania mam 2 lewe ręce, makrama też mi nie szła, ale spróbuję, w końcu z sutaszem sobie nieźle radzę, a moje chciejstwo jest silniejsze od wysokiego ryzyka porażki.
      Od dawna marzą mi się firanki "kołkowe", najlepiej z epoki. Ceny na alledrogo raczej nie zachęcają do zakupów, a poza tym, nawet jakbym odłożyła odpowiednią sumę, to i tak trudno znaleźć taki wzór i rozmiar, jaki mi potrzebny. Po roku bicia się z myślami, zakupiłam odpowiedni sprzęt. Chora ambicja mnie kiedyś wykończy!!!! Też tak macie?
      Jeżeli coś mi z tego wyjdzie, na pewno nie omieszkam się pochwalić, może nawet pokuszę się o mini tutorial? Jak nie tutaj, to w BestiARTiuszu ;-) Widziałam jakieś poglądowe filmy na YT. Zobaczymy, jestem dobrej myśli, TRZYMAJCIE KCIUKI....Tymczasem w kolecje czekają jeszcze inne projekty, muszę wyrobić się do BN.
      Ściskam serdecznie moje Wszystkie Czytelniczki, zwłaszcza te, które odezwały się pod poprzednim postem. Dziękuję dziewczyny, dzięki Wam wiem, że warto.
      Wasza Bestyjeczka

      środa, 8 czerwca 2016

      Pomysł na urodziny dla 12 latka w stylu Wikinkgów + reguły gry w KUBB

      Trzeci rok z rzędu rzuciliśmy się w wir organizacji urodzin dla Starszaka. Już w tamtym roku poprzeczka była ustawiona wysoko. Przygotowania zaczęłam na prawie miesiąc przed, bo trzeba było solidnie rozkminić temat i przygotować atrakcje, ale o tym za chwilę. Martwiłam się pogodą, bo wersja alternatywna nie była taka dopracowana i skupiała się na grze planszowej (także w stylu Wikingów).

      Hasło przewodnie

      Coraz trudniej wymyślić coś oryginalnego, mało oklepanego i mieszczącego się w budżecie. Miałam kilka pomysłów, ale upadły np. ze względu na trudności w zapewnieniu atrakcji dodatkowych. Nie wiem także, czy to nie ostatnie urodziny w takim szalonym stylu. Młodzież rośnie, sami niedługo będą sobie organizować rozrywkę.

      WIKINGOWIE! 

      Temat elektryzuje i pobudza wyobraźnię. Dzicy wojownicy!... jak ulał pasuje do dorastających chłopaków, których rozsadza energia.

      Gwoździem programu jest gra plenerowa: KUBB, których zasady omówię za chwilę.

      Zaproszenia na urodziny

      Samodzielnie wykonane (chyba już tradycyjnie, jeżeli ktoś z Was śledzi temat u mnie), pasujące stylem do tematu imprezy:
      Tak jak w poprzednich latach, zaproszeniem można się częstować do woli. W Paint-cie można uzupełnić imię solenizanta, zmienić cyfrę lat, uzupełnić czas i miejsce. Najlepiej wykorzystać do tego darmową czcionkę w stylu runicznym:  (klik, do przejścia na stronę darmowych czcionek).

      Dekoracje i gadżety urodzinowe w stylu Wikingów

      W tamtym roku budżet przyjęcia powiększyłam o gadżety. Ponieważ był to bardzo trafiony pomysł, chłopcom się bardzo podobało, w tym roku także przeznaczyłam pewną pulę na upominek dla każdego zaproszonego młodego Wikinga. Przyznam, że znacznie ułatwia to wprowadzenie uczestników w odpowiedni klimat na imprezie. 
      • Hełm Wikingów
      źródło: sklep internetowy

      Dla osób, które mają ciasny budżet - wersja DIY.
      Można wykorzystać srebrną taśmę naprawczą i tekturę. Rezultat może nie jest spektakularny, ale klimat jest zachowany. Poniżej zdjęcie z bloga "Saw it, pinned it, did it" z opisem wykonania (po angielsku), ale o co chodzi widać na obrazkach.
      źródło: blog Saw it, pinned it, did it!
      • Wisiory z runami (niekoniecznie) - jeżeli chcemy, żeby impreza zostawiała ślad na dłużej, warto pokusić się o wykonanie wisiorków runicznych. Wisiorek warto opatrzyć w "metkę" ze znaczeniem runy, co podnosi wartość poznawczą i estetyczną takiego gadżetu.

      Przykładowa metka do pobrania poniżej. Po wydrukowaniu, papier można "postarzyć" dla lepszego efektu - instrukcja postarzania: tutaj

      Jeżeli Was interesuje relacja DIY z wykonania wisiora z runami oraz opisy run do wydruku, zapraszam na mojego drugiego bloga: TU

      • Kamienie runiczne (można zastosować zamiennie z wisiorkami) - miły dla oka gadżet. Wykonanie nie powinno sprawiać żadnych trudności. Można z tego uczynić atrakcję na przyjęciu, jeżeli drużyna wojów ma ciągotki do prac plastycznych :-) Potrzebna jest garść kamieni rzecznych, farba akrylowa (lub pisak akrylowy lub lakier do paznokci) i lakier zabezpieczający w sprayu (niekoniecznie). Przykład realizacji znaleziony na Pinterest:
      źródło: Pinterest


      • Tatuaże zmywalne (niekoniecznie) - mogą być miłym dodatkiem do stylizacji dzielnych Wojów lub stanowić nagrodę w wygranej konkurencji - wszystko zależy od Waszej wyobraźni;

      Program urodzin w stylu Wikingów

      • KUBB
      Gra podobno znana od 1000 lat, zwana czasem szachami Wikingów, której pochodzenie jest niepewne, ale uznana jest za grę staroskandynawską, graną na Gotlandii (południowa część Szwecji) w ciągu wieków, gdzie przetrwała po dzisiejszy dzień. Obecnie bardzo popularna w krajach skandynawskich, organizowane są nawet światowe zawody w Kubb-a.
      To najlepsza gra plenerowa, w jaką zdarzyło mi się grać. Emocje, rywalizacja, ruch na powietrzu, gwarantowana dobra zabawa. Dobrze, jeżeli ktoś wyjaśni na początek reguły gry i odegra rolę sędziego w pierwszych, ewentualnych kwestiach spornych. 
      Po pierwszej rozgrywce młodzi sami będą już wiedzieć co i jak i sobie poradzą.
      Przyznam się, że pożałowałam pieniędzy na gotowy zestaw do Kubb-a. Mini Kubb (koszt ok. 50zł) mnie nie zadowalał z racji wymiarów klocków, duży zaś odstraszał skutecznie ceną. 
      Patrząc na te klocki widziałam kantówkę, która nie jest przecież taka droga, w każdym markecie budowlanym można ją kupić (a u nas leżała jako odpad budowlany) Namówiłam męża i zestaw do gry KUBB zrobiliśmy własnym sumptem. 

      ZESTAW w KUBB zawiera:


      1 król (Kung)

      10 klocków wojowników (Kubbar)

      6 kołków do rzucania (Kastpinnar)

      4 kołki narożne (Hörnpinnar)


      REGUŁY GRY W KUBB

      Zwycięzcą zostaje drużyna, która stojąc na swojej linii bazowej, za pomocą kołków do rzucania (Kastpinnar), obali wszystkich wojowników (Kubb) z drużyny przeciwnej , a następnie obali Króla, który jest umieszczony w centrum boiska do gry.

      UWAGA! Jeśli drużyna zbije króla podczas gry, przegrywa!

      BOISKO DO GRY W KUBB

      Gra toczy się na polu wyznaczonym przez przez cztery narożne kołki. Boisko dla młodzieży, jak i dla dorosłych to obszar około: 5m x 8m (do 10m). Dla młodszych dzieci boisko można zmniejszyć.
      Krótsze boki boiska to linia bazowa na początek gry. 

      Na linii bazowej, po obu stronach boiska, ustawiamy po pięciu wojowników (Kubb-y) dla każdej drużyny. Nie powinno się ustawiać wojownika blisko kołka narożnego (na długość danego Kubb-a), bo będzie trudno go zbić.  
      Król (Kung) jest umieszczany dokładnie na środku boiska (w punkcie przecięcia przekątnych). Pomocniczo można wyznaczyć linię środka boiska, ułatwia rozwiązywanie sporów ;-)

      JAK GRAĆ W KUBB


      Gracze dzielą się na 2 drużyny (od 1 - 6 graczy w jednym zespole). 

      Kołki do rzutów rozdzielamy między drużynę. Grając w 4-5 osób, rozdzielamy kołki po jednej sztuce, a dodatkowe kołki przydzielamy podczas rzutów tak, aby w kolejnych turach każdy miał okazję rzucić drugi raz.



      Kołki rzucamy zawsze zza linii bazowej. 

      Należy je rzucać jedną ręką, od dołu i do przodu (nigdy zza głowy). 

      Kołka nie wolno rzucać tak, by obracał się wokół własnej osi (rzut helikopterowy, młynek). 

      Kołek należy trzymać za jeden koniec, nigdy na środku.
      UWAGA! 
      Ze względu na sam charakter gry, gdzie gracze rzucają drewniane elementy do przeciwstawnych członków zespołu, zalecany jest nadzór dorosłych nad młodszymi dziećmi. 
      Nie podnosimy zbitych wojów ani kołków do rzucania, dopóki nie zakończy się cała tura rzutów. Drużyna, która nie wykonuje właśnie rzutów, powinna stać z boku, do czasu, aż nadejdzie ich kolejka rzutów.

      PRZEBIEG GRY W KUBB

      Gra toczy się turami - zmiana następuje po wyrzuceniu przez daną drużynę wszystkich kołków.
      Aby określić, która drużyna rozpoczyna zbijanie, jedna osoba z każdego zespołu rzuca kołkiem do zbijania w kierunku Króla. 
      Rozpoczyna ta drużyna, której kołek wyląduje najbliżej króla (bez zbicia, czy dotknięcia go).

      Tura A
      Gracze drużyny A, która rozpoczyna zbijanie, ustawiają się na linii bazowej na końcu boiska. 
      Drużyna przeciwna B odsuwa się na bok (lub co najmniej 2 metry za linią bazową). 
      Gracze A starają się zbić (przewrócić) wojowników stojących na linii bazowej drużyny B, rzucając kołki do zbijania zza swojej linii bazowej. 
      Po wykonanych 6 rzutach drużyny A, gdy są jacyś "zbici" wojownicy, zostają oni przerzuceni przez drużynę przeciwną (B) na drugą stronę boiska. 
      Zbite Kubb-y muszą się znaleźć na połowie boiska drużyny przeciwnej A. Obowiązuje zasada, że co najmniej połowa przerzucanego Kubb-a powinna znajdować się na połowie drużyny przeciwnej.
      Po przerzuceniu, zbite klocki są ustawiane w miejscu, gdzie upadną. 
      Jeżeli przy przerzucaniu nie uda się umieścić zbitego Kubb-a w polu drużyny przeciwnej (dwukrotna próba), to drużyna przeciwna sama może ustawić zbitego wojownika tam, gdzie chce np.: w trudno dostępnym miejscu za królem. Nie można ustawiać Kubb-a bliżej, niż długość 1 kołka od innych figur np. króla.

      Tura B
      Teraz drużyna B, rozpoczyna swoją turę rzutów 6 kołkami. 
      Musi ona najpierw przewrócić swoje Kubb-y, które zostały przerzucone na drugą stronę boiska. 
      Jeżeli się uda, to zbity podwójnie "swój" Kubb, ląduje poza boiskiem (wypada już z gry).
      Dopiero później drużyna B może starać się obalić wojowników drużyny przeciwnej A. 
      Jeżeli drużyna B nie zbije swoich przerzuconych Kubb-ów, to w kolejnej rundzie drużyna A może podejść bliżej do miejsca, gdzie stoi taki Kubb, bo on wyznacza nową linię bazową. 

      Dlatego takie ważne jest w każdej kolejnej rundzie rzutów, aby zbić najpierw swoich przerzuconych wojowników, żeby nie dawać szansy drużynie przeciwnej.
      Dopiero po strąceniu wszystkich wojowników drużyny przeciwnej, można zabrać się za strącanie Króla.
      Cały mecz gra się do dwóch wygranych rund, zmieniając strony boiska.

      MODYFIKACJE ZASAD GRY W KUBB

      Reguły gry można modyfikować zależnie od umiejętności, wieku i wyobraźni uczestników. 
      U nas  np.: rzut kołkiem na "dotyk" Kubb-a (a nie jego fizyczne przewrócenie), było już zaliczane jako prawidłowe "zbicie" wojownika. Gdy Kubb się naprawdę przewrócił, było to nagradzane owacją :-)
      Przykładowe zasady obowiązujące w grze:
        • żaden zawodnik nie może rzucać więcej kołków niż raz w rundzie (czyli jeśli drużyny są czteroosobowe to w jednej rundzie drużyna oddaje cztery rzuty, a nie sześć) - myślę, że to wariant dla bardziej zaawansowanych (tych którzy trafiają), wtedy gra toczy się dłużej ;-)
        • Kubb-y po zbiciu mogą być rzucane przez innego zawodnika z drużyny, niż ten, który wykonał zbicie;
        • jeśli gracz rzuci kołek do zbijania w niedozwolony sposób (helikopterem), to zabiera się tej drużynie jeden kołek i grają dalej mając mniej kołków na wyposażeniu, czyli mają mniejsze szanse;

      Gra sprawdza się nie tylko na urodzinach, zwykłe posiedzenie przy grillu przerywane partyjką Kubb-a, może okazać się fantastyczną rozrywką. 
      GORĄCO POLECAM!


      WARIANTY GRY W KUBB

      Wariantów w gry w KUBB jest sporo i gra się szybko nie nudzi - wystarczy poszukać w sieci, są nawet zawody w tej konkurencji (na YT można zobaczyć filmiki, głównie anglojęzyczne). 
      Przykładowe ALTERNATYWNE ZAKOŃCZENIE w wersji hardcore ;-) (nie grane u nas, więc nie namawiam)
        • Zanim ostatni wojownik (Kubb) zostanie zbity po którejś ze stron, wszyscy powinni się przygotować. W momencie, gdy zostanie on zbity, obie drużyny próbują jednocześnie zbić króla. Uwaga na latające kołki! 
        • Istnieje wariant z "młotem Thora" (Thor’s Mjolnir) - zachęcam do googlowania. Muszę dopracować nasz zestaw pod tym względem :-)

      Jeżeli interesuje Was  projekt DIY zestawu KUBB, to zapraszam na mojego ART bloga z fotorelacją z wykonania zestawu do gry w KUBB.

      Inne zabawy Wikingów

      • RZUT PALEM czyli sport siłowy, konkurencja indywidualna;
      Wikingowie dla zabawy uprawiali rzut głazem. Zmodyfikowaliśmy trochę wersję zabawy i poszliśmy w kierunku szkockim (caber toss). Mąż ambitnie podszedł do zadania. Ociosał i oszlifował dwa sosnowe pale - jeden większy, drugi mniejszy. Oba w wielkości i ciężarze pasującym dla młodzieży (syn testował). Mniejszy na rozgrzewkę, większy na wyciśnięcie największego wyniku.
      Konkurencja ta polega na utrzymaniu pala pionowo (balans), a następnie rzuceniu kłody przed siebie (można wziąć rozbieg i wyrzucać z zaznaczonej linii). Po zmierzeniu odległości spisujemy i sumujemy wyniki. Określenie "siły" młodego Wikinga przyda się do sprawiedliwego podziału drużynowego w kolejnej konkurencji, czyli przeciąganiu liny.
      • PRZECIĄGANIE LINY czyli drużynowy sport siłowy;
      Uczestników dzielimy na drużyny zrównoważone pod względem siły. Do zabawy przyda się lina jutowa i rękawiczki (np. wampirki), żeby nie było otarć. Nie pozwalamy na okręcanie się liną, ani nadgarstków, ani dłoni. Na środku liny zawiązać szmatkę w widocznym kolorze. Zabawa stara jak świat, zasad nie trzeba tłumaczyć.
      • Dodatkowe pomysły do wykorzystania: TU. Na uwagę zasługuje "wór" skór, może być interesująco :-) 

      Przekąski dla Wikingów

      Miło jest, jeżeli przygotowane jedzenie nawiązuje jakoś do tematyki imprezy. Miałam parę pomysłów, ale na realizację już nie było czasu.
      Skupiłam się na torcie, bo zazwyczaj sama robię ciasta urodzinowe, staram się, żeby były smaczne i nieprzesłodzone. W tym roku zrobiłam biszkopt przekładany masą z bitej śmietany, mascarpone i owoców, dokupiłam tylko gotową białą i czarną masę cukierniczą do ozdoby.
      Pomysł na wygląd ciasta wpadł mi przypadkiem do głowy i realizacja przeszła moje oczekiwania, całkiem zgrabnie to wyglądało. Boki początkowo także były pokryte lukrem ale go odcięłam, nie przykleiło się do ciasta i brzydko marszczyło.
      Przyznam się, że tort mi się udał, drugie przyznam się, że część uczestników odmówiła spróbowania nawet kawałka twierdząc, że pizza byłaby lepsza. Nauczka dla mnie: słuchaj gości swoich! (rok temu też ciasto słabo szło i była wzmianka o pizzy, ale kompletnie wyleciało mi z głowy, no jak to?! urodziny bez tortu????!!!!! ;-))
      Z wiekiem chłopaków zmieniają się preferencje, bardziej "schodzą" słone przekąski, i "rozpuszczalnik" z colą. Ze słodkich niezmienną popularnością cieszą się delicje.
      Na ciepło: chyba najlepiej jakieś mięcho z ogniska/grilla/piekarnika ....ale pizza i tak wygrywa wszystkie konkurencje.
      ****
      Życzę Wam, żeby plany urodzinowe, jakie organizujecie Waszym pociechom, zawsze wypalały tak jak sobie wymyśliliście.

      Jeżeli interesują Was inne pomysły na urodziny dla 10 latka w stylu Minecraft, czy dla 11 latka w stylu gangsterskim, to zapraszam do zapoznania się z wpisami z poprzednich lat:

      Urodziny MINECRAFT-owe dla 10-latka;
      GANGSTER party - urodziny dla 11-latka;