poniedziałek, 24 lipca 2017

Jak pozbyć się kreta z ogródka - sprawdzone sposoby

Korzystam z niepogody :-) Mogę z czystym sumieniem skończyć wpis, wiedząc, że na nie-ogrodzie dzisiaj nie poszaleję.
Odkąd trochę ucywilizowałam ugór, mamy zwierzątko ogrodowe, kłopotliwe trochę, bo ryje i robi kopce akurat tam, gdzie jest świeża rabata. Wiadomo, mięciusia i przekopana ziemia, a nie twardy ugór, w którym też by mi się nie chciało ryć.
Początkowo ignorowałam te parę kopców, ale zwierzątko się rozszalało na całego, zadomowiło i zrobiło się bardzo bezczelne. Trzeba było powziąć jakieś kroki, żeby ratować rośliny, które są dosłownie wysadzane w powietrze.

Przekopałam internet pod hasłem: sposoby na pozbycie się kreta z ogródka

  • Zaczęłam od "wyższej technologii" czyli odstraszacza solarnego. "Bzyczek" wetknięty głęboko w kreci kopiec ma za zadanie przepłoszyć intruza dźwiękiem. Dźwięk emitowany w odstępstwie czasowym, tak żeby się zwierzę nie przyzwyczaiło? Niestety bzyczek-buczek wcale kreta nie zraził, przeciwnie, następnego dnia wokół odstraszacza były 3 nowe kopce. Czyżby mój "pupil" był głuchy? Skwituję to jednym zdaniem: producent może sobie włożyć odstraszacz tam, gdzie słońce nie dochodzi. 
  • Butelka plastikowa wetknięta na drąg - słabo. 6 nowych kopców w rzędzie (puszek na pręcie nie próbowałam, ale powiesiłam też dzwonki feng shui, bo akurat takie były na stanie). Może za słabo wiatr rusza butelką, bo pogoda prawie bezwietrzna?
  • Spleśniałe cytrusy - dany kopiec ominięty, ale za to powstały dwa inne metr od tego miejsca, więc słabo.
instrukcja obsługi pułapki

  • Żywołapka - dużo zabawy, zero efektów. To kawałek rurki plastikowej niewielkiej średnicy z przyczepionymi dwoma wygiętymi łukowato blaszkami jako klapki zamykające. Mój kret potrafi napchać do pułapki ziemi i zrobić obejście (dołem, bokiem). Testowane wielokrotnie i za każdym razem ten sam efekt. Najwyraźniej pułapka jest za wąska dla kreta, żeby mógł tam wleźć. Pułapki, od ciągłego zapychania ziemią, zaczynają szwankować. Klapki zamykające coraz gorzej "chodzą" (są umocowane słabym drucikiem do rurki, ciekawe kiedy się urwie). Kupiłam 2 sztuki po prawie 20zł! w casto..mie i uważam te pieniądze za całkowicie wywalone w błoto. Pułapki są słabej jakości i nie działają, mimo ścisłego zastosowania procedury umieszczania jej w ziemi. Gratuluję producentowi biznesu, czuję się nabita w butelkę..a ściślej w rurkę-pułapkę.

Świeży kopiec przy kamieniu z założoną pułapką
pułapka: rurka z dwoma klapkami przytrzymanymi drucikami
kontrola pułapki - totalnie zasypana
    pod rurką widać pogłębiony tunel - obejście pułapki
    kret zrobił tym razem podkop dołem

    z pułapki wytrzepana jedynie ziemia
    • Młodszy :-) - robi sobie plac zabaw z kretowiska, pałace, przejścia podziemne, sprawdza dokąd tunel prowadzi...chwila spokoju, a kret przychodzi i "naprawia szkody" czyli zasypuje rozgarnięte otwory. Ludziska pisali na forach, że najlepiej mieć łownego kota lub psa i problem znika: kret się wynosi z rejonu zagrożenia. Na stanie niestety zero kotów i psów :-(
    • Kosiarka - częste używnaie jakoś go nie przepłasza na sąsiednie nieużytki, gdzie miałby ciszę i spokój, wielka szkoda :-( Może faktycznie osobnik jest głuchy?
    • Trutka (różowe cosie z plastikowego pudełka) - na wszelki wypadek wyłożyłam trutkę na nornice (nie rozróżniam czy rycie jest krecie, czy nornicowe). Oj nie, nie połasił się, a jeszcze zakopał otwory, w których ją wyłożyłam (i nakryłam kamieniem).
    • Śmierdzący płyn - uważam, że tylko dla desperatów (byłam zdesperowana). Sama nie jestem w stanie tego zapachu znieść, przyprawia mnie o mdłości, mam nadzieję, że kreta również. Rękawiczki zasmrodzone, ręce także, utrzymują fetorek mimo ciągłego mycia. Śmierdzidło nalane do każdego czynnego, świeżego kopca na razie powstrzymuje inwazję w danym rejonie (drugi dzień obserwacji), ale jej nie eliminuje. Kopce pojawiają się w kolejnym, nie ruszonym jeszcze miejscu (przecież nie poleję całej działki (?!), bo przyjdzie mi się wyprowadzić razem z kretem).
      • Czarny bez, lawenda - pierwszą rośliną jaką kret podsadził i okopał trzema kopcami, był właśnie krzaczek czarnego bzu i zaraz potem zniszczył 2 krzaczki lawendy, więc nijak ma się do teorii, że kret unika zapachu czarnego bzu. W tej sytuacji bardzo wątpię też w to, że odstraszacze zapachowe na bazie wyciągu z lawendy działają na krety. Ktoś próbował?
      Tymczasem, zgrzytając nieco zębami, rozgarniam kopczyki grabiami, albo delikatnie zbieram ziemię z kretowiska - pulchna, gotowa do zastosowania przy sadzeniu w innym miejscu. Nie zadeptuję gotowych kopców i korytarzy, bo w miejsce zadeptania powstają dwa nowe tuż obok). Gdyby tylko kret zostawił rośliny w spokoju (nie podsadzał ich do góry i nie rył między korzeniami), to jakoś byśmy się pewnie przyzwyczaili i dali spokój, taki też chce sobie pożyć.

      Nie próbowałam (jeszcze): karbidu, świec dymnych. To podobno nie działa, a nie chcę brnąć dalej w niepotrzebne koszty, no i nie próbowałam pułapek uśmiercających (brrrr!). Wypróbuję na pewno: włożenie najtańszej, najgorszego sortu kostki WC do otworu, żeby fetorek się roznosił.Do wypróbowania także sposób na "DUŻY SŁOIK", taki przynajmniej 1,5-2 litrowy. Skoro do rury żywołapki się osobnik nie mieści, trzeba mu załatwić większą pułapkę, i żyć nadzieją, że może wpadnie do słoika? Wkopany pod korytarzem kreta, w pobliżu kopca, tak aby otwór znajdował się na poziomie korytarza. Wykop trzeba zamaskować szczelnie (dużym kamieniem, darnią).....Sposób opisany był na forum: "Na nornice, krety i inne tego rodzaju "elementy przestępcze" mam swój stary, wypróbowany sposób: zadeptuję ślady kanałów, później obserwuję, które powstają na nowo. Wykopuję dołek w porzek kanału i na jego wysokości umieszczam duży, kilkulitrowy słoik, od góry nakładam przeciętą wzdłuż połowę rurki PCV fi 50, tak, aby jej końce znajdowały się u wylotów kanału. Całość przykrywam folią i zasypuję ziemią. Zwierzątko idzie sobie kanalikem, trafia na rurkę, idzie dalej, wpada do słoika i już jest moje. Wyciągam słoik i wywożę przynajmniej 5-6 km od ogródka. Wypuszczam na wolność, niech sobie żyje, to też stworzenie boskie."

      Wracając do tytułu posta, jest trochę kontrowersyjny: 

      "Jak pozbyć się kreta z ogródka - sprawdzone sposoby" 

      bo oznacza tylko tyle, że sposoby owszem, sprawdziłam osobiście, działanie owych sposobów na kreta raczej pozostawiają wiele do życzenia :-)

      A Wy, moi drodzy Czytelnicy, macie jakieś sprawdzone SKUTECZNE sposoby na krety w ogrodzie? Podzielcie się proszę w komentarzach (tylko proszę producentów bez spamu reklamującego własne produkty, będę takie komentarze usuwała).

      Pozdrawiam
      Bestyjeczka

      P.S. Śmierdzidło zadziałało (tydzień bez nowego kopca), dopiero po falach deszczów zobaczę, czy zapach się nie spłukał i problem kreci powróci, czy może kret się skutecznie zniechęcił?

      5 komentarzy :

      1. mój mąż też walczy z kretami u nas na działce, próbował wszystkiego, nawet karbidu, teraz kupił kwas masłowy ( śmierdzi przez butelkę nawet ), więc może tym razem zadziała:-)

        OdpowiedzUsuń
        Odpowiedzi
        1. Myślę, że to dobry pomysł. Najwyraźniej tylko smród powstrzymuje przed inwazją. Ja mam tylko problem z pieleniem w pobliżu tych miejsc, mimo szczelnego zakrycia otworu kamieniem, ciągle czuję TEN zapach, bueeee.

          Usuń
      2. Mój dziadek siedział na działce i wykopywał krety szpadlem, a potem je zabijał. Metoda dla cierpliwych, ale działała...

        OdpowiedzUsuń
      3. Hej, Bestyjeczko:) U nas krety bywają całymi stadami.Pewnej wiosny miałam 20 kopców na raz:) Nie niszczą roślin, poza trawo-łąką, więc nic z tym nie robię. Wybieram ziemię z kopca i podsypuję w dziury wykopane przez Czesia, alb do warzywniaka, ślad po kopcu wyrównuję, czasem dosiewam tam trawę, a czasem łysina sama zarasta.Słyszałam, ale z lenistwa nie próbowałam sposobu z psią sierścią zebraną z psa podczas szczotkowania i wetkniętą w dziurę w kopcu czy norę nornicy. Ponoć działa. Najlepiej,żeby pies nie był jakiś czas kąpany i jak najbardziej pachniał psem:) My akurat moglibyśmy śmiało handlować sierścią Czesia, bo wychodzi z niego garściami. jak to możliwe,że nie łysieje, nie mam pojęcia. Ale gdyby ją zbierała, odkąd z nami mieszka pies, miałby materacyk z własnych kudłów na bank:) Powodzenia w nierównej walce z kretami, może ktoś w sąsiedztwie ma kudłacza i podrzuci parę garści kudłów?:)

        OdpowiedzUsuń
      4. Dla pocieszenia napiszę, że kret lepszy od żmii. Na ogrodzie mojej mamy plaga...a jak na początku czerwca metrowy okaz wypełzł spod sterty ułożonego drzewa, przestało być śmiesznie...

        OdpowiedzUsuń